Czy szok w reklamie naprawdę się opłaca?
To pytanie a propos uruchomionej przedwczoraj (27/05), przez ministerstwo zdrowia w Brazylii, szokującej kampanii antynikotynowej. Wszystkie 5 – absolutnie wstrząsających – zdjęć zamieszczam poniżej. Uprzedzam jednak, że są wyjątkowo drastyczne. Znajdują się na nich m.in. martwy, zsiniały płód wrzucony do popielniczki, mężczyzna umierający w szpitalu na raka oraz przerażająca, pomarszczona, żółta twarz kobiety z wybroczynami i przebarwieniami. Zdjęcia te, w ramach kampanii, zamieszczane będą na opakowaniach papierosów.
Billboard, który daje 800-krotny zwrot z inwestycji
Na początku maja Panasonic zrealizował w Niemczech nietypową reklamę. Na ścianie budynku w ścisłym centrum Hamburga zamieścił siatkę o powierzchni 560m2. Na niej zaś „zawisły” cztery tenisistki, które – w pozycji prostopadłej do tejże ściany – rozgrywały mecz na żywo (film i zdjęcia poniżej). Akcja miała zakomunikować słynny turniej tenisowy Rothenbaum oraz doskonały czas reakcji telewizorów plazmowych Panasonic (zwłaszcza w przypadku szybko poruszających się na ekranie obiektów – takich jak piłki tenisowe :)). Event Panasonica – choć oczywiście nietypowy i robiący wrażenie – przypomniał mi jednak o dwóch innych, bardziej spektakularnych akcjach, od których tak naprawdę wszystko się zaczęło.
Kto dał się nabrać?
AKTUALIZACJA: 14/06/08
Opisany poniżej projekt okazał się być tzw. „fejkiem”. Na samym dole wpisu zamieszczam oświadczenie Erika Nordenankara – artysty, który „narysował największy portret na świecie”.
Szwedzki artysta Erik Nordenankar (o którym świat dotąd nigdy nie słyszał?) właśnie ukończył swoje wiekopomne dzieło. Przy pomocy urządzenia GPS – transportowanego przez firmę kurierską DHL, w metalowej teczce, przez 6 kontynentów i 62 kraje – „narysował” swój autoportret. Dzieło ma długość 110 644 km i jest obecnie największym rysunkiem na świecie.
Cała akcja trwała 55 dni. Erik najpierw naszkicował siebie na mapie świata w swoim atelier, a następnie 17 marca nadał przesyłkę, przekazując DHL dokładne instrukcje. I machina ruszyła. Machina WOM, oczywiście. Wszyscy się zachwycają, jaki to fantastyczny pomysł (przyłączam się – fantastyczny, naprawdę). Tylko Ci bardziej podejrzliwi wskazują, że to może kampania marketingu wirusowego albo akcja sponsoringowa (w końcu mamy tam logo DHL). A Ci bardziej sceptyczni zwracają uwagę na niektóre „dziwne” kwestie: np. na to, jaki (i czy w ogóle) samolot jest w stanie robić takie „zakrętasy” i to na środku oceanu (zwróćcie uwagę, jak „narysowane” są włosy w autoportrecie). Albo na to, że Erik nadał paczkę, a następnie siedział w domu i czekał przez 55 dni na jej powrót, a w filmie dokumentującym całą akcję widzimy go, jak sam transportuje teczkę z GPS-em w różnych krajach świata. No więc o co chodzi z tym projektem? Niezależne dzieło artysty? Kampania reklamowa? A może jeszcze coś innego? Chcecie poznać prawdę? Zapraszam :).
Animacja „stopklatkowa”: ale to już było
Mam wrażenie, że o animacji Muto (by Blu) wykonanej na miejskich murach w Buenos Aires mówią wszyscy. „Wypuszczona w świat” 11 maja, została obejrzana na YouTube już prawie 1,5 mln razy, a na naszym polskim rynku zajmuje obecnie 2. miejsce w kategorii „wykop miesiąca” (stan na dziś: 647 wykopów). Jakkolwiek jest to produkcja absolutnie fantastyczna, to nie jest to jednak zupełnie nowy pomysł. Ten rodzaj „stopklatkowej” animacji został wykorzystany pod koniec zeszłego roku w kampanii wirusowej telefonu Samsung G800. Kampania miała tytuł „How we met”, a animacja – zamiast na miejskich murach – została zrobiona na nagich ciałach kobiety i mężczyzny. Produkcja odniosła ogromny sukces: w ciągu zaledwie miesiąca obejrzano ją na YouTube prawie 7,5 mln razy (do dziś już o milion więcej). Doceniona została także przez branżę reklamową, otrzymując dwa tygodnie temu Żółty Ołówek (Yellow Pencil) w kategorii „Animation&Motion Graphics” na tegorocznych D&AD Awards. Moim zdaniem, całkowicie zasłużenie, bo niezależnie od nakładu pracy, jaką wykonał Blu przy Muto, to jednak „How we met” oglądam z większym zainteresowaniem (moje ulubione sceny to: wyciąganie serca z miejsca, gdzie serce mniej-więcej-się-znajduje, nurkowanie w pępku i torowanie sobie mieczem drogi przez owłosioną klatkę piersiową :)).
Ale o co chodzi?
10 dni temu (15/05) ogłoszone zostały wyniki nagród D&AD 2008. W kategorii „Broadcast Innovations” Żółty Ołówek (Yellow Pencil) otrzymała kampania eBaya pod hasłem „You are eBay” (eBay c’est vous), przeprowadzona we Francji i określana jako pierwsza na świecie reklama 2.0. Brzmi nieźle. Na czym więc polegała jej innowacyjność?
eBay wykupił we francuskiej telewizji 10 30-sekundowych emisji. Następnie wystawił je na aukcję. 10 licytujących, którzy w ciągu tygodnia dali za te emisje najwyższą stawkę, mogło wykorzystać je do promocji własnych produktów sprzedawanych akurat na eBay. I? To koniec. Spoty, które zostały następnie przygotowane i wyemitowane, nie były dziełem użytkowników. Bynajmniej. Jak obejrzycie film, który zamieszczam poniżej i który stanowi „dokumentację” całej akcji, zobaczycie, że każdy spot jest wyreżyserowany w tej samej scenografii i według tego samego schematu. Nie ma szans, żeby 10 osób myślało w identyczny sposób. Musiała za to odpowiadać agencja. Gdzie więc tu reklama 2.0, skoro nie było to zaangażowanie w tworzenie spotów użytkowników? I gdzie innowacyjność?
Świeża sałata – prosto z billboardu
McDonald’s zaczął zmieniać swoją strategię marketingową na przełomie 2004/2005. Wtedy po raz pierwszy na reklamach (a także w menu) tej firmy („restauracji”?) obok hamburgerów i cheeseburgerów zobaczyliśmy owoce i warzywa. W 2005 roku Sir Ronald – czołowa maskotka McDonaldsa – zmienił swój wygląd. Postawił na sport i żonglowanie jabłkami. Strategię „zdrowego żywienia” McDonald’s kontynuuje do dziś. Nic dziwnego. „Junk food” jest coraz mniej popularny. Przede wszystkim ze względu na epidemię otyłości, która dotknęła nie tylko Stany Zjednoczone, ale również Europę. I choć – mimo zmiany strategii – w McDonaldsie najczęściej sprzedawany jest wciąż „stary, poczciwy” cheeseburger (a zatem koncepcja zdrowej żywności wzięła w łeb), to muszę przyznać, że ich obecny sposób komunikacji robi na mnie wrażenie. Oto bardzo ciekawa realizacja: na billboardzie posadzono 17 rodzajów sałat, dostępnych w sałatkach McDonalds’a. Rosły przez trzy tygodnie, aby ostatecznie uformować napis „Fresh salads”. Fajne? Fajne!
Palenie zabija więcej… niż Hitler i Bin Laden
Prowadzona właśnie w Brazylii kampania antynikotynowa pod hasłem „Palenie zabija więcej” (Cigarro mata mais/ Smoking kills more), owszem, jest kontrowersyjna. Ale zwraca uwagę nie dlatego, że wykorzystuje wizerunek Hitlera i Bin Ladena. Zwraca uwagę, bo portrety tych dwóch postaci zostały zrobione z ponad 13 000 sztuk papierosów. Zwraca uwagę, bo wykorzystuje absolutnie fantastyczną animację przedstawiającą sceny wojenne (bomby, czołgi, karabiny) za pomocą papierosów (a w zasadzie za pomocą ich przodów i tyłów – nie palę, więc nie znam fachowego słownictwa :)). I zwraca uwagę, bo wykorzystuje artvertising: papierosowe wizerunki Hitlera i Bin Ladena zostały umieszczone także w szklanych gablotach w centrach miast.
Co to jest wirus?
Oto dwa filmy. Jeden śmieszny. Bardzo. O podtekście erotycznym, choć o samochodzie. Drugi – szokujący. Z elementami horroru (Szczęki II co najmniej), choć o okularach przeciwsłonecznych. Ten śmieszny, od początku z jasnym przekazem – o jaki produkt i jaką markę chodzi. Ten szokujący – tylko dla wtajemniczonych, przede wszystkim surferów, ewentualnie adeptów innych sportów ekstremalnych. Który z nich to wirus? Pierwszy? Drugi? Oba? A może żaden?
Jak wygląda życie w absolutnym świecie?
Wczoraj było o nośnikach reklamowych w (na?) językach. Ludzkich oczywiście. Dziś będzie o niezwykłych bankomatach, które rozdają pieniądze i o Porsche-taksówkach, które z klubu zawożą Cię prosto do domu, całkowicie za darmo. Niemożliwe? A jednak.
O międzynarodowej kampanii wódki Absolut – „In an Absolut World” (IAAW) – powiedziano już całkiem sporo. Szczerze mówiąc, dostało jej się przede wszystkim za layout prasowy wykorzystujący mapę Ameryki z 1830 roku, na której Kalifornia, Teksas i kilka innych stanów południowo-zachodnich znalazło się w granicach Meksyku. Amerykanie poczuli się dotknięci, zaczęli nawoływać do bojkotu trunku, Absolut przeprosił, wycofał reklamę i chwilowo jest spokój. Ale nie o princie chcę dziś pisać (zainteresowanych odsyłam do galerii – tam wybrane layouty prasowe). Kampania IAAW jest bowiem fantastycznym przykładem kampanii zintegrowanej – oprócz outdooru, prasy, działań PR, wykorzystuje także działania niestandardowe. Wszystkie nośniki komunikują zaś nadrzędną ideę: „absolutny świat”.
Co jeszcze mogę zrobić dla reklamy?
Przekłuć sobie język znaczkiem Coca-Coli Zero! No cóż. Trzeba to powiedzieć. Kwietniowa kampania wprowadzająca na polski rynek Coca-Colę Zero była wyjątkowo spokojna. Jakiś konkurs, rozdanych 2 mln puszek, działania online. Nie to co w Brazylii. Tam, w takich miastach, jak Sao Paulo, Rio de Janeiro czy Salvador w ramach akcji promocyjnej można było… przekłuć sobie język i włożyć w niego znaczek Coca-Coli Zero. Co więcej, to cierpienie (nikt mi nie powie, że to nie boli!) było w zasadzie za nic. Uczestnicy akcji w zamian za przekłucie języka otrzymywali bowiem miejsce w galerii zdjęć online. I nie, moi drodzy, wbrew pozorom w akcji nie wzięła udziału jedna osoba. Na Picasie znajdziecie zdjęcia ok. 200 (sic!) osób, które uczestniczyły w tym przedsięwzięciu. Niebywałe. Zwłaszcza w kontekście tego, że podobno młodzi ludzie starają się unikać reklamy jak mogą… Hmm… A może to się jednak nie wyklucza? W końcu języka człowiek sobie codziennie nie ogląda :).
subskrybuj










