Assvertising: czy coś nas jeszcze zaskoczy?
Miałam dziś zamiar pisać o artvertisingu, ale postanowiłam jednak zamienić „rt” na „ss”. Spodobało mi się bowiem to, co na swojej stronie pisze agencja Ass-vertise, specjalizująca się w umieszczaniu reklam na… pupach. „Jeśli chcesz być zauważony, bądź dokładnie tam, gdzie ludzie akurat patrzą.” Hm. Bardzo to ciekawe stwierdzenie, tym bardziej, że oddaje istotę wszystkich niestandardów. Ale mimo tego, że zawsze intensywnie myślę o ambiencie, to pośladki jako nośnik reklamowy jakoś nigdy wcześniej nie przyszły mi do głowy. A przecież w zasadzie jest to oczywiste. Doskonale wiemy, że i kobiety, i mężczyźni lustrują u siebie nawzajem tę część ciała. Nie mamy zresztą na takie zachowanie za bardzo wpływu – wynika ono (po raz kolejny) z naszej biologii i naszego pochodzenia. A skoro to biologia i skoro to fakt, to czemu umieszczanie reklam na pośladkach jako trend marketingowy (wcale nie najnowszy) rozwija się tak powoli?
Oczywiście znajdzie się parę przykładów (zamieszczam poniżej) użycia tego „nośnika”. Wykorzystywały go zresztą także duże marki, m.in. Kodak i Heyah. Ale żeby na masową skalę? Tak, by nośnik wszedł do „mainstreamu”, jak np. podkładki pod piwo? Hmm.. Raczej nie… Czyżby więc pośladki jako medium – mimo niewątpliwej zalety, jaką jest zwrócenie uwagi – nie były odpowiednie dla konkretnej marki? I mogły wpływać na nią destrukcyjnie?
To pytanie pozostawiam bez odpowiedzi.
Poniżej „prekursorzy” wykorzystania assvertisingu w różnych krajach.
USA:
Więcej zdjęć z tej kampanii tu.
Włochy:
Rosja:
Moim zdaniem najlepsze wykorzystanie nośnika. Co prawda nieco wyżej, ale jednak podany adres www i nr telefonu.
Ukraina:
Zwróćcie uwagę na mężczyznę z prawej strony… Nośnik niewątpliwie przebija się przez clutter.
Polska:
Via: Ass-vertise, AdRants, TrendHunter, IBelieveInAdvertising, TheSpunker
Podobne wpisy:
- Kontrowersji ciąg dalszy, czyli zakonnice i księża
- Graczom komputerowym nie przeszkadzają reklamy
- Bez tytułu, bo nie wiem, jak to się nazywa
- Nowy nośnik – siodełko rowerowe
- Zamiast ramek w toalecie
subskrybuj














Witam,
przyznam, ze dlugo nie moglem sie zdecydowac czy znowu wtracac swoje ‘trzy grosze’ (jak juz kiedzys pisalem nie jestem z ‘branzy’). Ale sprawy wydawaloby sie tak bardzo ‘merkantylne’ jak reklamy czasami ‘zahaczaja’ o sprawy ogolnej natury, a wtedy nie moge sie oprzec zeby nie powiedziec swojego zdania – no wiec pisze.
Zastanawiasz sie ze „…skoro to biologia i skoro to fakt, to czemu umieszczanie reklam na pośladkach jako trend marketingowy (wcale nie najnowszy) rozwija się tak powoli?”
Otoz ja na to pytanie bym odpowiedzial, ze caly czlowiek to oprocz „biologii” jeszcze i „kultura”. Troche czasu (od wyjscia z jaskini) zajelo naszym przodkom dopracowanie sie okreslonych ‘standardow’ we wzajemnych kontaktach. I to ze reklamy na pupach (skad inad bardzo ladnych zreszta :)) tak trudno sie przyjmuja – to wlasnie kwestia kultury. Mimo powszechnego obecnie relatywizmu, ze wszystko mozna, ze nie ma zadnego ‘tabu’ – okazuje sie, ze jednak nie – ludzie nie „kupuja” tego co jest wbrew ich naturze (tej co „biologia” i tej co „kultura”). Mimo wszystko jest to bardzo budujace,
serdecznie pozdrawiam,
:)
Takie reklamy aż chce się oglądać, tylko pytanie czy facet bo głownie on skupia się na tego typu reklamie bardziej nie zapamięta dziewczyn i ich wdzięków niż adresu strony czy też brandu.