Prosto z rynku: najlepszy jest mix!
Citylighty jako nośnik outdoorowy (nota bene bardzo atrakcyjny, bo bliski odbiorcy) kojarzą nam się przede wszystkim z przystankami. ClearChannel chce chyba jednak zmienić takie myślenie marketerów i promuje obecnie – oprócz konstrukcji siedzących (wiaty przystankowe) – także nośniki wolnostojące i naścienne. I nie byłoby w tym pewnie nic nadzwyczajnego, gdyby nie sposób, w jaki to robi.
Ostatnio otrzymałam bowiem przesyłkę zawierającą… męskie bokserki… z nadrukiem, jak poniżej (na górnym zdjęciu – tył, na dolnym – przód :)).
I tylko jeszcze logo trzeba powiększyć…
Ok. Nie znam chyba ani jednego marketera, który przynajmniej raz w życiu nie uległ pokusie i akceptując layout, nie powiedział „Wszystko super, tylko jeszcze logo trzeba powiększyć.” (tak, tak – podejrzewam, że to zdanie to zmora „artów”…). No więc doczekaliśmy się. Na rynku pojawił się specjalny krem – w ciągu kilku minut powiększający logo nawet o 1000%!
Sztuka według GMaila
Nie będę tu pisać oczywistości. Wszyscy wiemy, że Google prawie w ogóle nie wykorzystuje reklamy do informowania użytkowników o swoich usługach. Piszę „prawie”, bo pewne odstępstwo w tej kwestii stosuje, jeżeli chodzi o GMail. W zeszłym roku głośno było o tzw. „collaborative video” – użytkownicy poczty Google’a uzbrojeni w kamerę wideo oraz ikonkę GMailowej koperty mieli zobrazować, jak wiadomość e-mail przemierza świat. Wykorzystanie kreatywności własnych użytkowników okazało się strzałem w dziesiątkę. Kilka dni temu pomysł więc został – po części – powtórzony.
Tunnel advertising – reklama, która wykorzystuje bieg pociągu
Za każdym razem, kiedy widzę „gdzieś-na-zachodzie” tę formę reklamy, zawsze żałuję, że w Polsce nie mamy metra (ze względu na swoją „wielkość” – warszawskie też się nie liczy :)). Reklama w tunelach, wykorzystująca efekt „zoetrope” (pamiętacie, jak w dzieciństwie na strasznie-nudnych-lekcjach za pomocą dwóch kartek papieru i ołówka robiło się animacje postaci poruszającej rękami w górę i w dół?), została zastosowana po raz pierwszy dopiero w 2001 roku. Polega ona na umieszczeniu na ścianach tuneli, przez które przejeżdżają pociągi lub metro, serii ilustracji, które zaczynają się poruszać, jak pociąg zaczyna przyspieszać. Dzięki temu powstaje animacja, która trwa ok. 15-20 sekund (najczęściej, ale jej długość zależy tak naprawdę od długości tunelu). Reklama w tunelach jest nie tylko spektakularna (obejrzyjcie film poniżej), ale jak się okazuje – także skuteczna i dobrze oceniana przez konsumentów.
Siła outdooru i Internetu – razem wzięte
Według zestawienia IGRZ, liczba nośników reklamy zewnętrznej w Polsce wyniosła w 2007 r. prawie 115 tys. Nie dziwi więc wcale, że poszczególni gracze – żeby tylko zwrócić uwagę potencjalnego konsumenta – wymyślają coraz to nowe rzeczy (dymiące filiżanki, dyndające psie nogi etc.). Jak się jednak okazuje, aby zostać zauważonym, nie zawsze trzeba budować skomplikowane konstrukcje. Czasem wystarczy odwołać się do naszej ludzkiej próżności i wewnętrznej potrzeby zaistnienia w mediach. Poniższy przykład ilustruje to doskonale :).
ŻYWY billboard
Jak przekonująco zakomunikować, że słodzik jest tak samo słodki jak cukier? Dosłownie. Po pierwsze – ustawić nośniki w parkach, w pobliżu drzew. Po drugie – na plakatach, za pomocą syropu przyrządzonego z reklamowanego produktu, „narysować” różne kształty słodkich rzeczy do jedzenia. Po trzecie – czekać na… mrówki :).
Poniżej przykład kampanii zrealizowanej dla słodzika Sugar Free w Indiach. Obraz na wszystkich zdjęciach tworzą żywe (!) mrówki, poruszające się po słodkiej ścieżce w kształcie loda, ciastka i filiżanki kawy. A dla niedowierzających – dodatkowo – także film.
Reklama w kinie, niekoniecznie on screen
Dzisiejszy Presserwis podał informację, że liczba reklamodawców w kinach wzrosła na tyle, że w blokach reklamowych może zabraknąć miejsc. Zamiast więc „pchać się” ze spotem do zatłoczonych już bloków (na które część osób i tak się spóźnia), warto pochylić się nad rozwiązaniami off-screenowymi (tym bardziej, że w tym roku frekwencja kinowa szacowana jest na 36 mln widzów). Wybór jest duży: od brandowanych kubków na popcorn aż do plakatów w gablotach „Gramy” (tak – tych dotychczas zarezerwowanych wyłącznie dla plakatów promujących filmy; zwróćcie uwagę, gdzie w sieci SilverScreen umieszczone są reklamy nowej serii do włosów NIVEA Hair Care). Do ciekawszych rozwiązań należą jednak naklejki świecące po zgaszeniu świateł. Poniżej świetny (kontekstowy!) przykład takiej realizacji.
Prosto z rynku: jak Juice Salon komunikuje różnorodność
Parę dni temu pisałam o kreatywnym wykorzystywaniu wind i ruchomych schodów. No i proszę – trafiłam właśnie na fantastyczny przykład takiego działania. W ramach prowadzonej obecnie kampanii salonu fryzjerskiego Juice Salon, u podstawy ruchomych schodów umieszczona została połowa głowy młodego mężczyzny, podczas gdy druga (zmultiplikowana) znalazła się na poszczególnych stopniach. W trakcie jazdy w dół widzimy więc, jak w ciągu kilkunastu sekund ten sam facet kilkanaście razy zmienia fryzurę. Najlepiej widać to oczywiście na filmie (poniżej).
Prosto z rynku: Słoneczniki van Gogha z gumy do żucia
Hubba Bubba prowadzi obecnie w Australii ciekawą kampanię, która w rzeczywistości nie jest kampanią produktową, a społeczną (walka z rzucaniem zużytych gum w miejscach publicznych). Na ulicach, przystankach umieszczone zostały białe billboardy z „reprodukcjami” znanych obrazów: Mony Lisy, Słoneczników czy Marylin. Pod każdym „obrazem” znajduje się legenda – jaką gumę Hubba Bubba należy przykleić w jakim miejscu – tak, by czarno-biała grafika przypominała prawdziwe dzieło. Pomysł fantastyczny, ale po raz kolejny przychodzi na myśl pytanie: jak ostatecznie będzie wyglądać jego realizacja? Nie do końca bowiem wyobrażam sobie billboard w całości oklejony zużytymi gumami. No, ale może nie o realizację chodzi – a po prostu o zwrócenie uwagi na problem? Oceńcie zresztą sami. Czytaj dalej…
Śnieg, piasek, trawa, niebo…
Niemieckie centrum szkolenia psów – DogCoach – w ramach promocji swojej oferty wykorzystuje obecnie jako nośnik reklamowy… śnieg w największym parku w Berlinie. Pomysł świetny (więcej na ten temat poniżej), ale czy w dobie globalnego ocieplenia ma szansę wejść do tzw. nośników mainstreamowych? Wątpliwe. Nie oznacza to jednak, że marketerzy nie mają żadnej alternatywy. Jak się okazuje za nośniki reklamowe służą już: piasek, trawa, niebo. Ze względu na swój rozmach i niecodzienną, choć naturalną, lokalizację, są naprawdę spektakularne. Sprawdźcie sami.
subskrybuj








